25 marca 2012

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego - ważne dla Nas


Koleżanki i koledzy emeryci z odebranymi emeryturami !!!

              Opublikowany właśnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie odebrania ZUS możliwości dowolnej i nie graniczonej czasowo  weryfikacji przyznanych świadczeń, choć nas bezpośrednio nie dotyczy to zawiera ustalenia idealnie pasujące do okoliczności w naszej sprawie. Dlatego zamieszczam je poniżej i proponuję powoływać je w apelacjach.

              Trybunał Konstytucyjny stwierdza między innymi :

„ Oceniając zgodność aktów normatywnych z Konstytucją , „należy ustalić, na ile oczekiwania jednostki, że nie narazi się ona na prawne skutki, których nie mogła przewidzieć w momencie podejmowania decyzji i działań, są usprawiedliwione. Jednostka musi zawsze liczyć się z tym, że zmiana warunków społecznych lub gospodarczych może wymagać nie tylko zmiany obowiązującego prawa, ale również niezwłocznego wprowadzenia w życie nowych regulacji prawnych” (zob. np. wyrok z 7 lutego 2001 r., sygn. K 27/00 oraz wyrok z 24 lutego 2010 r., sygn. K 6/09, OTK ZU nr 2/A/2010, poz. 15). Trybunał Konstytucyjny zwracał uwagę, że bezpieczeństwo prawne jednostki może pozostawać w kolizji z innymi wartościami, których realizacja wymaga wprowadzenia zmian do systemu prawnego. Jednostka ma prawo jednak oczekiwać, że regulacja prawna nie zostanie zmieniona na jej niekorzyść w sposób arbitralny.” …….

„Prawodawca nie może w sposób dowolny kształtować treści obowiązujących norm, traktując je jako instrument do osiągania stale to innych celów, które sobie dowolnie wyznacza (zob. wyrok TK z 14 czerwca 2000 r., sygn. P 3/00).” ……..

„Przestrzeganie zasady zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa ma szczególne znaczenie w sytuacji, w której ma miejsce zmiana dotychczas obowiązujących przepisów, „zwłaszcza tych, które znalazły już zastosowanie jako czynnik kształtujący sytuację prawną ich adresatów”. Zasada ta nabiera szczególnej wagi, gdy nowelizowane przepisy normują sytuację emerytów, a więc osób o ograniczonej zdolności adaptacyjnej do zmienionej sytuacji (zob. wyrok TK
z 20 grudnia 1999 r., sygn. K 4/99, OTK ZU nr 7/1999, poz. 165).” …….

„Ustawodawca może – co do zasady – znieść uprawnienia wykraczające poza konstytucyjną istotę prawa do zabezpieczenia społecznego. W każdym wypadku zmiany te powinny jednak być dokonywane z poszanowaniem pozostałych zasad i norm konstytucyjnych, wyznaczających granice swobody prawodawcy wprowadzania zmian do systemu prawnego, a w szczególności zasady ochrony zaufania jednostki do państwa, zasady ochrony praw nabytych oraz wymogu zachowania odpowiedniej vacatio legis.” ……

„Swoboda wyboru przez ustawodawcę konkretnych rozwiązań nie jest nieograniczona.
W szczególności, dokonując wyboru w zakresie regulacji ustawowych na podstawie art. 67 ust. 1 Konstytucji, ustawodawca zwykły musi uwzględniać inne zasady konstytucyjne.” ……

„Zakres ingerencji dopuszczalnej dla ochrony ogólnego interesu publicznego, wyznaczać powinien każdorazowo postulat proporcjonalności, który nie znajdując wprost oparcia w art. 31 ust. 3 Konstytucji (odnoszącym się ze względu na usytuowanie tego przepisu w rozdziale II do osób fizycznych i innych podmiotów prywatnoprawnych), może być poszukiwany w art. 2 Konstytucji, ponieważ stanowi istotny komponent zasad, składających się na pojęcie demokratycznego państwa prawa. Gwarancją zachowania proporcjonalności w ograniczaniu praw w celu realizacji interesu publicznego jest za każdym razem właściwe zrównoważenie interesu prywatnego i publicznego.” ….

24 marca 2012

ZUS będzie oddawał emerytury mimo upływu terminu odwołania.

Artykuł ze strony wyborcza.biz
autorzy: Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński

Trybunał Konstytucyjny zabronił Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych odbierania przyznanych uprzednio emerytur. ZUS obiecał wycofać się z tych decyzji. Prawo do odwołania przysługuje nawet tym, którzy stracili emeryturę cztery czy pięć lat temu. Tak wynika z ekspertyzy ZUS, do której dotarliśmy.  



Do niedawna ZUS mógł zabrać Polakom emerytury, które wcześniej sam im przyznał. Mógł to zrobić kiedy chciał, nawet w sprawie, w której zapadły już prawomocne decyzje. Pozwalało mu na to prawo. Zakład mógł też nam emeryturę zmniejszyć.

Lesław Nawacki z biura Rzecznika Praw Obywatelskich przyznaje, że dostawał sygnały, że ZUS odbierał emerytom świadczenia po roku czy dwóch latach ich pobierania. Zdarzały się jednak sytuacje, że ktoś tracił emeryturę, którą dostał wiele lat wcześniej.
Art. 114 ustawy emerytalnej pozwalał mu cofnąć decyzję o przyznaniu emerytury lub renty, jeżeli okazało się, że nie było podstaw do ich wypłaty. Takie przepisy istniały od lipca 2004 r. Oznaczało to, że Zakład w dowolnym momencie mógł zajrzeć do dokumentów, na podstawie których już raz przyznał świadczenie, i je zabrać.

ZUS mógł tak zrobić, kiedy np. wykrył, że emeryt chciał wyłudzić świadczenie, przedstawiając fałszywe dokumenty. Ale nie tylko. Emeryturę można było zabrać również wtedy, gdy ZUS uznał, że jego urzędnicy pomylili się albo źle odczytali dane dostarczone przez emeryta.

Zdaniem RPO Ireny Lipowicz przepis, na podstawie którego Zakład podejmował taką decyzję, jest niezgodny z konstytucją. Kilka miesięcy temu wysłała w tej sprawie wniosek do Trybunału Konstytucyjnego.

Trybunał zajął się wnioskiem pod koniec lutego. Sędziowie uznali, że praktyka ZUS narusza zasadę zaufania obywateli do państwa. Zdaniem Trybunału "nie może być tak, że organ, po upływie kilku czy kilkunastu lat, (...) uzyskuje doraźny instrument umożliwiający nieograniczoną w czasie weryfikację świadczeń".

Jak przekonywał sędzia sprawozdawca Piotr Tuleja, "prawo nie może stać się pułapka dla obywateli", którzy np. rezygnują z pracy przeświadczeni o tym, że mają prawo do emerytury/renty. Ile emerytur i rent zabrano Polakom? Nie wiadomo. ZUS odmawia odpowiedzi.

Ekspertyza: wyrok Trybunału obejmuje wszystkich

Co mają robić emeryt czy rencista, któremu ZUS na podstawie art. 141 ust. 1 a zabrał lub zmniejszył emeryturę?

Jeżeli po wyroku Trybunału nie minęło 30 dni od dostarczenie decyzji ZUS o zabraniu emerytury, powinni napisać odwołanie. ZUS wtedy cofnie niekorzystną dla nich decyzję. Co mają jednak robić osoby, w przypadku których termin odwołania minął? Np. pan Zbigniew, któremu emeryturę odebrano dwa lata temu? ZUS nie potrafił nam odpowiedzieć. "Sprawa jest analizowana przez naszych prawników" - napisał nam jedynie 7 marca Zakład.

Ekspertyza ZUS właśnie powstała. Co z niej wynika? Otóż wszyscy, którzy nawet kilka lat przed wyrokiem Trybunału stracili emeryturę lub ZUS ją obniżył (w wyniku błędów swoich urzędników), mogą domagać się zwrotu emerytury lub jej podwyżki. Muszą tylko wnieść do ZUS - na podstawie art. 145a kpa. - "skargę o wznowienie postępowania, w terminie jednego miesiąca od dnia wejścia w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli decyzja organu rentowego nie była przedmiotem postępowania odwoławczego przed sądem powszechnym, a od jej doręczenia nie minęło 5 lat".

Wyrok Trybunału wszedł w życie 8 marca. Teoretycznie więc skargi powinny wpłynąć do ZUS na początku kwietnia. Jak się jednak dowiedzieliśmy, Zakład wydłuży ten termin prawdopodobnie o dwa tygodnie. Skargę powinny też napisać osoby, które po stracie emerytury podały ZUS do sądu i sprawę przegrały.

ZUS w swojej ekspertyzie pisze, że takie osoby powinny "żądać wznowienia postępowania administracyjnego, adresując skargę o wznowienie postępowania do sądu, który wydał zaskarżony wyrok, albo do sądu wyższej instancji, jeżeli zaskarżono wyroki sądów różnych instancji, w terminie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia wym. wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli decyzja organu rentowego była przedmiotem postępowania odwoławczego przed sądem powszechnym, które zakończyło się wydaniem prawomocnego wyroku (art. 4011, 405 i 407 kpc).

23 marca 2012

W prasie o wniosku do TK.

Pracujący emeryci, którym ZUS wstrzymał świadczenie, przegrywają sprawy w sądach

Artykuł z "Gazety Prawnej" 

z dnia 23 marca 2012 roku

Pracujący emeryci, którym ZUS wstrzymał wypłatę świadczenia tylko dlatego, że nie zwolnili się z pracy, przegrywają kolejne sprawy w sądach. Odwołują się oni od niekorzystnych dla nich decyzji Zakładu.

Niewielkie są też szanse, jeszcze przed wakacjami Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy wniosek grupy senatorów w sprawie zgodności z ustawą zasadniczą uchwalonej przez Sejm ustawy z 16 grudnia 2010 r. o zmianie ustawy o finansach publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. nr 257 poz. l726). Jak udało nam się ustalić sędzią sprawozdawcą w tej prawie będzie Marek Kotlinowski, który wcześniej prowadził w Trybunale Konstytucyjnym sprawę, w której zapadł wyrok przyznający 60 –letnim mężczyznom prawo do wcześniejszych emerytur.
– To dobra wiadomość, bo zbliża się termin, kiedy sędziowie TK ocenią krzywdzące nas przepisy. Obecnie nadal pracuję w urzędzie w Radomiu, ale nie otrzymuję emerytury przyznanej mi na podstawie prawomocnej decyzji – mówi Marian Strudziński, emeryt z Radomia walczący z ZUS.
Jednocześnie wyjaśnia, że w podobnej sytuacji jest kilka tysięcy osób. ZUS nie wypłaca emerytur osobom, które nie zwolniły się z pracy u dotychczasowego pracodawcy do końca września ubiegłego roku. Najbardziej poszkodowana jest grupa zatrudnionych, którzy nabyli prawo do emerytury od 8 stycznia 2009 r. do 31 grudnia 2010 r. na podstawie przepisów umożliwiających łączenie pobierania świadczenia bez konieczności zwalniania się z pracy.

Emeryci czekają na wyrok TK w sprawie zawieszenia świadczeń


Artykuł z "Gazety Prawnej" 

z dnia 1 marca 2012 roku

Senatorowie złożyli do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy uzależniającej wypłatę emerytur od zwolnienia się z pracy.

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego sprawdzą zgodność z ustawą zasadniczą art. 6 ustawy z 16 grudnia 2010 r. o zmianie ustawy o finansach publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 257, poz. 1726).
Średni czas rozpatrywania wniosków wynosi 18 miesięcy. Te przygotowane przez parlamentarzystów czekają krócej, bo od razu trafiają do departamentów merytorycznych.
– Mam nadzieję, że wyrok trybunału wyjaśni sytuację osób takich jak ja. Pozbawiono mnie praw nabytych, jednocześnie nadwyrężając moje zaufanie do państwa – mówi Marian Strudziński z Radomia organizujący grupę emerytów pokrzywdzonych zmianą prawa, którzy zamierzają złożyć pozew grupowy.
Zaskarżony przez senatorów przepis uzależnił wypłatę emerytury od uprzedniego rozwiązania stosunku pracy z pracodawcą zatrudniającym pracownika przed uzyskaniem przez niego uprawnień do świadczenia z ZUS.
Wypłata emerytury jest uzależniona od zwolnienia
Takiego obowiązku nie miały osoby nabywające do nich prawo między 8 stycznia 2009 r. a 31 grudnia 2010 r. I to właśnie one protestują przeciwko objęciu ich nowymi przepisami (czyli już po wydaniu decyzji o wypłacie pierwszej emerytury).
– To przykład działania prawa wstecz – mówi Karolina Miara, adwokat z Warszawy.
Jednocześnie eksperci wskazują, że wpływ na wyrok trybunału może mieć ocena dopuszczalności bądź jej braku zawieszenia prawa do świadczenia oceniana w kontekście ryzyka emerytalnego. W przeszłości było ono pojmowane jako niezdolność do pracy wynikająca ze starszego wieku.
– Jednak osoby, którym zawieszono prawo do emerytury w październiku ubiegłego roku, otrzymywały z ZUS świadczenie w czasie, kiedy ryzykiem było samo osiągnięcie wieku emerytalnego plus odpowiedni staż. I nikt od nich nie wymagał odejścia z pracy. To więc daje szanse na wygraną – dodaje Karolina Miara.
Świadczeniobiorcy z niecierpliwością oczekujący na wyrok muszą jednak pamiętać, że inaczej do prawa do emerytury podchodzi prof. Inetta Jędrasik-Jankowska z Uniwersytetu Warszawskiego, czołowy przedstawiciel doktryny ubezpieczeń społecznych w Polsce.
W jej ocenie do czasu zakończenia pracy, mimo osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego, nie można nabyć prawa do świadczenia, gdyż nie zrealizowało się ryzyko ubezpieczeniowe. A nim jest dopiero zaprzestanie pracy.


Trybunał Konstytucyjny oceni zawieszanie emerytur przez ZUS

Artykuł z "Gazety Prawnej" 

z dnia 23 stycznia 2012 roku

 

 Osoby łączące pobieranie świadczenia z pracą zawodową, którym ZUS zawiesił wypłatę emerytury, mają szanse na poprawę swojej sytuacji. Senatorowie składają do TK wniosek w ich sprawie.

– W tym tygodniu złożymy do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą przepisów, na podstawie których ZUS zawiesił wypłatę świadczeń osobom równocześnie pracującym – deklaruje Bohdan Józef Paszkowski, senator PiS.
Na wyrok TK najbardziej czekają emeryci, którzy nabyli prawo do emerytury od 8 stycznia 2009 r. do 31 grudnia 2010 r. W tym okresie nie obowiązywał bowiem art. 103 ust. 2a ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (tzw. ustawa emerytalna – t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 153, poz. 1227 z późn. zm.). Uzależniał on nabycie prawa do emerytury od uprzedniego rozwiązania stosunku pracy z pracodawcą zatrudniającym emeryta przed nabyciem prawa do świadczenia z ZUS. Takie osoby otrzymywały z ZUS świadczenia, pracując dalej w tej samej firmie.
Sytuacja zmieniła się w grudniu 2010 roku, kiedy została uchwalona nowelizacja ustawy o finansach publicznych (Dz.U. nr 257, poz. 1726). Znalazł się w niej przepis ponownie wprowadzający do ustawy emerytalnej obowiązek zwolnienia się u dotychczasowego pracodawcy pod groźbą zawieszenia wypłaty emerytury (i to bez względu na wysokość osiąganego przychodu). Ustawodawca dał osobom czas do końca września na dostarczenie do ZUS świadectwa pracy potwierdzającego zwolnienie się z firmy. Te, które tego nie zrobiły, straciły emerytury. W takiej sytuacji znalazł się Marian Strudziński z Radomia, który skupił wokół siebie osoby pragnące złożyć pozew zbiorowy przeciw ZUS.
– To dobra wiadomość, że jest już wniosek do trybunału. Dzięki temu problem osób takich jak ja szybko zostanie wyjaśniony – mówi Marian Strudziński.
Dodaje, że z całej Polski docierają do niego informacje, że kolejni emeryci, którym ZUS zawiesił wypłatę pieniędzy, przegrywają sprawy w sądach.
– Sąd, rozpatrując moje odwołanie od decyzji ZUS, próbował mnie przekonać, że nie zabrano mi świadczenia, a tylko zawieszono jego wypłatę. Tymczasem przy podejmowaniu decyzji o wzięciu kredytu bankowego kierowałem się tym, że otrzymywałem jednocześnie emeryturę oraz pensję – mówi nasz rozmówca.
Karolina Miara, adwokat z Warszawy, współpracownik firmy prawniczej Kochański, Zięba, Rąpała i Partnerzy, zwraca uwagę, że osoby, które przechodziły na emeryturę, mając prawo do dalszego zatrudnienia, bez zwolnienia się z pracy, mają szanse na korzystne orzeczenie.
– Zmiana przepisów spowodowała pogorszenie ich sytuacji, naruszając jednocześnie zaufanie obywateli do stanowionego prawa – podkreśla nasza rozmówczyni.
Również wnioskodawcy zwracają uwagę, że objęcie grupy ubezpieczonych obowiązkiem rozwiązania stosunku pracy nie tylko narusza ogólną zasadę zaufania do państwa wynikającą z art. 2 konstytucji, ale także zasady szczegółowe, między innymi zasadę niedziałania prawa wstecz.
Kamil Mazur-Czerniecki, radca prawny ze Słubic, przekonuje, że należałoby zbadać zgodność tych przepisów nie tylko z naszą ustawą zasadniczą, ale także z umowami międzynarodowymi, w tym europejską konwencją praw człowieka. Uważa, że mogło też dojść do naruszenia art. 1 protokołu I europejskiej konwencji praw człowieka, który przez pojęcie „mienie” rozumie także prawa wynikające z systemu zabezpieczenia społecznego.
– Wprowadzając powyższe regulacje, państwo stworzyło normy, które mogą dyskryminować pewne grupy pracowników – mówi Kamil Mazur-Czerniecki.

 

22 marca 2012

Przerażające liczby dotyczące Polaków

 Artykuł w wp.pl

Przeciętny Polak przez całe życie zawodowe odkłada na swoją emeryturę jakiś milion złotych. Większość nigdy nie zobaczy tych pieniędzy. Nie dożyje emerytury albo będzie ją pobierać bardzo krótko. Co gorsza, odkładanych przez nas latami pieniędzy nie dostaną też nasze dzieci.
 Polska przoduje w rankingu krajów, w którym mężczyźni umierają przedwcześnie – alarmuje Komisja Europejska, która zauważyła, że Polacy żyją o blisko 10 lat krócej niż Polki. Aż 40 proc. zgonów mężczyzn następuje zanim osiągną oni 64 rok życia! A skoro tak, to w nowym systemie niewielu dożyje emerytury. I już się buntują. 
Gdzie są te pieniądze?
– Jestem przekonany, że chcecie doprowadzić, żeby jak największa ilość osób zmarła zanim dostanie pierwszą emeryturę, żeby zostały wam ich pieniądze – napisał jeden z internautów tuż po wysłuchaniu expose premiera Donalda Tuska (54 l.), który chce zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn do 67 lat. I dodał: – Nie jest moją intencją udanie się do grobu ze świadectwem pracy jeszcze chciałbym pożyć trochę na emeryturze. Czy wiecie ile osób umiera przed osiągnięciem wieku emerytalnego? Jest to ponad połowa ubezpieczonych, więc zapytam gdzie podziewają się pieniądze z ich składek emerytalnych – pyta premiera internauta Tadeusz542, który nie ukrywa, że on „chce tylko spokojnie żyć”.
Obawy pana Tadeusza są, niestety, uzasadnione. Bo składki zbierane na emeryturę przez całe życie przepadają, nie są przecież dziedziczone przez rodzinę. A i statystyka jest nieubłagana.
Tylko 4 lata na emeryturze
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, Polak żyje dziś przeciętnie zaledwie 71 lat, więc z uroków emerytury na nowych zasadach skorzysta zaledwie przez 4 lata – o ile w ogóle dożyje takiego wieku. GUS przewiduje także, że w 2035 roku, mężczyźni będą żyli 6 lat dłużej niż dziś, ale marna to pociecha. Polki pożyją na emeryturze dłużej – dziś przeciętnie osiągają 80 lat
To dla wyższych świadczeń
Premier Tusk przekonuje, że dzięki dłuższej pracy, można liczyć na wyższe emerytury. – Co dla starego faceta za różnica czy te pięć lat do śmierci dostaje 1500 zł czy 1600 zł? – pyta premiera internauta.
Ale Donald Tusk podał w swoim expose konkretne przykłady, że dłuższa praca kobietom się opłaci. Dzisiejsza 50-latka, która przejdzie na emeryturę w wieku 63 lat (wiek emerytalny będzie podwyższany stopniowo – o jeden miesiąc co cztery miesiące), dostanie 15 do 20 proc. więcej niż dziś. Kobieta 39-letnia, która w nowym systemie przejdzie na emeryturę dopiero w 2040 roku, będzie miała blisko dwukrotnie wyższą emeryturę, niż gdyby przeszła na emeryturę w wieku 60 lat. – To, co chcą zrobić z kobietami, to jest skandal – tak w TVN24 skwitował emerytalną propozycję Ryszard Kalisz (54 l.), poseł SLD.
Oto bieda Polaków w liczbach:
- 68 złotych miesięcznie
Takiej wysokości zasiłek na dziecko do 5 roku życia wypłaca państwo. Ale tylko w przypadku, kiedy dochód na członka rodziny nie przekracza 504 złotych netto. Na dziecko od 5 do 18 roku życia zasiłek ten wynosi 91 złotych.
-17 procent
Tylu Polaków żyje w domach zagrożonych ubóstwem relatywnym. Oznacza to, że tylu Polaków żyje w gospodarstwach, gdzie wspólny dochód nie przekracza 1795 złotych miesięcznie.
-660 złotych miesięcznie
Za tyle według państwa powinien przeżyć miesiąc bezrobotny. Taki zasiłek wypłaca państwo przez pierwsze trzy miesiące na bezrobociu, potem zostaje on zmniejszony do 529 złotych na rękę.
-634 złotych miesięcznie
Osoba ciężko doświadczona przez los, całkowicie niezdolna do podjęcia pracy, może dostać emeryturę lub rentę takiej właśnie wysokości
-1 milion 861 tysięcy
Tylu Polaków jest bez pracy według oficjalnych statystyk. W urzędach pracy dla blisko 2 milionowej rzeszy bezrobotnych czeka zaledwie 49,5 tysiąca ofert pracy.
-3,2 miliona
Tylu Polaków dostaje co miesiąc emeryturę niższą niż tysiąc złotych.
 

Staniszkis: taki jest nasz kapitalizm!


Prof. Jadwiga Staniszkis specjalnie dla Wirtualnej Polski

"Bez wolności wyboru - kobiety 62, mężczyźni 65-66 - ta "reforma" będzie nie do zniesienia!" - pisze w felietonie dla Wirtualnej Polski prof. Jadwiga Staniszkis. Zaznacza, że sama przeszła na emeryturę pięć lat później niż mogła. Po 41 latach pracy. "I dalej pracuję. Czasem jest ciężko, ale to mój wybór. Gdybym musiała ustawowo, pod przymusem, pewno nie dałabym rady" - zaznacza.

W rządowych pracach nad koncepcją reformy emerytalnej, a raczej sposobu skrócenia okresu wypłacania emerytur, uderza doktrynerstwo i brak precyzji. Tusk nie dopuszcza innych wariantów. Brak też wyliczeń skutków finansowych ewentualnej wypłaty jednej trzeciej czy połowy należnej emerytury wcześniej, gdy nie można znaleźć pracy ze względu na stan zdrowia. To zresztą powrót do pomostówek - które świeżo zlikwidowano - tylko przesuniętych wiekowo wyżej.  

Ogólnikowo mówi się też o znacznych korzyściach z dłuższej pracy; już raz mieliśmy takie obietnice gdy Buzek w 1997 roku wprowadzał kapitałowy system OFE. A Leszek Balcerowicz, który dziś mówi na protestujących "wałkonie", wtedy sam nie dopełnił swoich obowiązków. Jako minister finansów nie wyliczył precyzyjnie kosztów tej reformy, m.in. kosztów z perspektywy finansów publicznych i pochłaniania środków, które wtedy - sama na to zwracałam uwagę - powinny iść na infrastrukturę. Nie dostrzegł bowiem, że racjonalność reform zależy też od ich sekwencji!

Dziś też brak wyliczeń. Nie uwzględnia się wyników badań pokazujących, kto u nas pracuje po 65. roku życia i co o tym decyduje. A badania wskazują jednoznacznie, że tylko wysokie kwalifikacje (lekarze i inżynierowie ale już jako konsultanci, a nie zaangażowani bezpośrednio: naukowcy, rzemieślnicy nadzorujący pracę innych). A wśród kobiet masowo piszą się na dłuższą pracę urzędniczki (często tylko "z małą maturą"), gdy młodzi magistrowie zarządzania publicznego czy polityki społecznej wyjeżdżają na zmywak!

Ja sama przeszłam na emeryturę pięć lat później niż mogłam. Po 41 latach pracy. I dalej pracuję. Czasem jest ciężko, ale to mój wybór. Gdybym musiała ustawowo, pod przymusem, pewno nie dałabym rady.

Bo wolność robi zasadniczą różnicę. Była taka opowiastka kolportowana w czasach komunizmu. Zawsze w momentach przesileń politycznych, które płynnie przechodziły z rytuałów wolności w rolę instrumentów reprodukujących system. Otóż w pewnym obozie, więźniowie, apatyczni, zniechęceni, tracili swój walor siły roboczej. Więc zaofiarowano niektórym szansę "ucieczki". Znaleźli się w identycznych barakach. Powiedziano im, że to już "wolność", ale konieczny jest kamuflaż. Więc jeszcze jakiś czas pracowali jak szaleni. Wolność stała się źródłem energii.

Bez wolności wyboru - kobiety 62, mężczyźni 65-66 - ta "reforma" będzie nie do zniesienia! Jeśli będzie praca, ludzie po nią sięgną. Ale niech o tym zadecyduje przyszły rynek pracy. A nie Tusk, który koniecznie chce zostać prymusem w UE. I dlatego ani nie potrafi się zachować w relacjach z Rosją, poświęcając godność państwa (i swoją własną) bo myśli, że Unia tego od niego chce. I dlatego nie protestuje - tak jak pani minister finansów Austrii - gdy wobec Węgier stosuje się inne standardy niż wobec Hiszpanii. I dlatego pcha się do unii fiskalnej, zapominając o naszych specyficznych problemach. Choćby – jak wyliczono - że nikłe zdolności (zasoby) finansowe naszej chluby (2 mln 800 tys małych firm), powodują, iż zatory płatnicze wysokości nawet pięć tys, zł mogą doprowadzić większość z nich do upadłości.

Taki jest nasz kapitalizm!

.

19 marca 2012

Informacje z sądów

W czwartek, 15.03.2012 r. odbyła się rozprawa przed Sądem Okręgowym w Gliwicach.
Wniosłam dodatkowe pismo procesowe, w którym wnioskowałam o zawieszenie postępowania do czasu roztrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny wniosków: grupy senatorów RP VIII kadencji z 20.01.2012 r.(sygn. akt K/2/12) i I Prezesa Sądu Najwyższego RP z 10.01.2012 r. (sygn. akt K/1/12), posiłkując się: stanowiskiem I Prezesa Sądu Najwyższego z 1.12.2010 r. na etapie nowelizacji ustawy o finansach publicznych i wyrokiem Sądu najwyższego z 13.07.2011 r. sygn. akt I UK 12/11.
Nie zeznawałam, bo nic nie miałam do dodania.
Wyrok był ogłoszony natychmiast i jest niekorzystny. Wystąpiłam o uzasadnienie.

16 marca 2012

Wiek emerytalny

Propaganda opowiada farmazony, że pracujemy najmniej w Europie a prawda jest taka :

W większości UE do emerytury liczy się wiek lub staż ubezpieczeniowy czyli przepracowane lata.

Austria, Belgia - kobieta może przejść na emeryturę w wieku 55 lat, a mężczyzna 60 lat, przy co najmniej 420-miesięcznym ubezpieczeniu.

Czechy 57 dla kobiet, 62 lata dla mężczyzn oraz. jeśli składki ubezpieczeniowe były odprowadzane przez 25 lat.

Francja - prawo do emerytury ma osoba, która ukończyła 60 lat i opłacała składki
przez 160 kwartałów.

Irlandia - emerytury pobiera się z dwóch systemów: powstałego ze składek
ubezpieczeniowych, pod warunkiem że przekroczyli 65 lat

Hiszpania - trzeba ukończyć 65 lat i wykazać15-letni staż ubezpieczeniowy

Holandia - wszystkim legalnie zamieszkałym, którzy skończą 65 lat

Litwa - wiek emerytalny to 60 lat dla kobiet i 62,5 lat dla mężczyzn

Luksemburg; skończyli 57 lat, a staż 480 miesięcy i to wyłącznie okresy składkowe lub skończyli 60 lat, ale ich staż ubezpieczeniowy (łącznie z niektórymi okresami, np. nauki) wynosi 480 miesięcy.

Łotwa - wiek emerytalny to 62 lata,

Malta - 60 lat dla kobiet i 61 lat dla mężczyzn.

Niemcy - można przejść na emeryturę po osiągnięciu 63 lat i wykazaniu 35-letniego okresu ubezpieczenia.

Portugalia - w systemie składkowym emerytura przysługuje temu, kto skończył 65 lat

Słowacja  emerytura dla kobiet 53 lub 57 lat (w zależności od liczby dzieci), 
dla mężczyzn w wieku 60 lat jeśli odprowadzali składki nie krócej niż 25 lat.

Słowenia na razie wiek emerytalny jest 55 lat dla kobiet 
59 lat dla mężczyzn 
ale za parę lat będzie wynosił: 61 lat dla kobiet i 63 lata dla mężczyzn

Szwecja - wiek emerytalny 61 lat , 
a 65 lat dla tych co maja przepracowane mniej niż 15 lat życia

Włochy: wiek emerytalny 60 lat kobiety 
i 65 lat mężczyźni oraz 19-letni staż ubezpieczeniowy.

Pozew zbiorowy

 Źródło wyborcza.biz
fragmenty artykułu "ZUS źle naliczył emeryturę? Odwołanie od decyzji ZUS może być skuteczne"

Niektórzy emeryci szykują się do walki z ZUS za pomocą tzw. pozwów zbiorowych. Na taką formę chcą się m.in. zdecydować ci, którym ZUS od października 2011 zakazał łączenia emerytury z pensją.

Taką ustawę przygotowało Ministerstwo Pracy. To samo ministerstwo, które w styczniu 2009 r. pozwoliło pobierać emeryturę, a jednocześnie zarabiać w dotychczasowym miejscu pracy. Był to element programu 50+. Teraz jednak resort zmienił zdanie. Emeryci, którzy nie zwolnili się ze swojego zakładu, musieli do końca września 2011 roku odejść z pracy. Jeżeli nie, to od 1 października ZUS zawiesił im emeryturę.

Teoretycznie mogą się ponownie zatrudnić w dawnym zakładzie, a potem pobierać i emeryturę, i pensję. Ale na to musi się zgodzić pracodawca. A to wcale nie jest takie oczywiste. Nawet jak się zgodzi, może zaproponować np. dużo niższą pensję. Teraz część emerytów domaga się odszkodowania za wyrządzoną szkodę. Tłumaczą, że ZUS wprowadził ich w błąd. Pozwolił im pobierać pensję i emeryturę i dzięki temu dostali oni kredyt z banku (podwójne źródło dochodów to dla banku mocne zabezpieczenie). Teraz gdy ZUS zabrał im emeryturę, często nie mają z czego kredytu spłacać. Chcą więc walczyć w sądzie za pomocą pozwu zbiorowego.

Nie jest to jednak łatwe.

Koniecznie potrzebny jest profesjonalny pełnomocnik (adwokat albo radca prawny). Samo złożenie pozwu oznacza wydatek w wysokości 2 proc. wartości przedmiotu sporu (wartości żądanych odszkodowań), jednak nie mniej niż 30 zł i nie więcej niż 100 tys. zł (łącznie od wszystkich powodów). W przypadku roszczenia o wartości 1 mln zł tego typu opłata wyniesie więc 20 tys. zł.

Grupa składająca pozew musi też sfinansować ogłoszenie w ogólnopolskiej gazecie informujące o toczącym się postępowaniu.

A jakie są szanse na zwycięstwo?

Pod koniec września 2011 Fundacja Helsińska opublikowała raport na temat pozwów zbiorowych. Jak się okazuje, do tej pory z 42 takich pozwów aż 24 zostały przez sąd odrzucone z przyczyn formalnych, 18 spraw jest w toku.

70 proc. pozwów wnoszonych jest przeciwko władzom publicznym: skarbowi państwa i samorządom. 




15 marca 2012

Informacje z sądów

Witam,
w dniu dzisiejszym miałam sprawę w sadzie okręgowym w Warszawie. Był też przedstawiciel ZUS-u. Pani Sędzia wysłuchała mnie bardzo uważnie i była mi bardzo życzliwa. Powiedziałam, że po 43 latach pracy (mam 58 lat), na urzędach państwowych po prostu sobie tą wcześniejszą emeryturę wypracowałam i że to są moje pieniądze. Nie mogę się zwolnić z etatu, bo mój pracodawca już mnie nie zatrudni. Moi znajomi, którzy mają układy ze swoimi szefami, zwalniają się na chwilę i zatrudniają ponownie mając prawo zarówno do pensji jak i emerytury. Ponadto, mam zobowiązania finansowe - spłata kredytu mieszkaniowego,  na który z pewnością bym się nie zdecydowała i którego bym nie dostała, gdyby nie świadczenie emerytalne które pobierałam. Teraz moja sytuacja finansowa - życiowa jest bardzo trudna. Kolejny powód dla którego pracuję nadal to trudno mi sobie wyobrazić siedzenie w domu i gnuśnienie. Ja jeszcze nie czuję się emerytką i chcę być potrzebna młodym ludziom i dzieciom z którymi dane mi jest pracować. Kocham swoją pracę. Powiedziałam również, że dalsza praca w zasadzie nie ma sensu, bo moja pensje równa się wysokości emerytury. Pani sędzia, babka w moim wieku zasugerowała mi abym jeszcze wytrwała, że sprawa jest w TK, że mam śledzić media i jak tylko TK uzna, że zawieszenie mi emerytury jest niezgodne z Konstytucją, ą wszystko na to wskazuje, to mam natychmiast składać wniosek o wypłatę mojej emerytury. Odniosłam wrażenie, że ona przekonana jest o naszej wygranej. Póki co to moje odwołanie od decyzji ZUS zostało odrzucone, ale to ma nie mieć wpływu na moje późniejsze roszczenia. Apelacji w zasadzie nie mam po co składać, bo też będzie na 100% odrzucona. Teraz wszystko w rękach TK. Mam teraz taki mętlik w głowie, że nie wiem co robić. Już prawie podjęłam decyzję o zwolnieniu się z pracy, wziąć odprawę i bawić wnuki. Teraz się znów waham, po sugestiach sędziny. Może ktoś z Was mi doda  otuchy. Co robić?

Zarobki w biurach poselskich mizerne

Źródło: wp.pl

Dokładnie 11 650 zł miesięcznie, wolnych od podatku – tyle, zgodnie z ustawą, przysługuje każdemu posłowi na prowadzenie własnego biura. Jeśli się zdecyduje na otwarcie jego filii, ta suma również musi mu wystarczyć. 

2 tys. to górna półka 



Poseł musi zapłacić z tego za czynsz, telefony, ekspertyzy, paliwo, a także opłacić pracowników biura. Dużo to, czy mało? Opinie, przynajmniej w tym ostatnim punkcie, są zgodne: pracującym w biurach się nie przelewa

Rok temu „Rzeczpospolita” podała, że Jarosław Kaczyński przeznaczył na wynagrodzenia swoich pracowników 112 tys. zł w skali roku. Miał ich czterech. Oznacza to, że u byłego premiera pracownik biura poselskiego otrzymywał ok. 2330 zł netto miesięcznie. A Kaczyński należy do najbardziej szczodrych. Z corocznego rozliczenia poselskich wydatków wynikało, że płacił dwa razy lepiej niż przeciętny poseł. 



Co robią pracownicy w biurach? Organizują kalendarz, przygotowują konferencje, debaty i spotkania. Współpracują z różnego typu organizacjami. Do najważniejszych ich zadań należy jednak dbanie o kontakt z wyborcami. Jak to określają przepisy – z interesantami. Widzenia z posłem łakną różni ludzie. Jeden może mieć realny problem, który poseł istotnie jest w stanie rozwiązać. Inny może chcieć tylko się wygadać. Ale są i tacy, którzy zarzucają np. sąsiadom kradzież… powietrza z ogródka, albo oskarżają o spisek z kosmitami. W historii biur poselskich nie zabrakło też, jak wiemy, wydarzeń dramatycznych. 



Kariera możliwa, lecz wątpliwa 


Zgodnie z zarządzeniem marszałka Sejmu z 2001 roku, poseł powinien zatrudniać ludzi w swoim biurze na podstawie umowy o pracę. W praktyce różnie z tym bywa. Zarządzenie to nie ma mocy prawnej, więc z punktu widzenia prawa nic politykom nie grozi. Zatrudniają osoby na umowę zlecenia, o dzieło, korzystają także z usług studentów. 



„Polityka” pisała też o innym stosowanym przez posłów sposobie na oszczędzanie na pracownikach: o stażu absolwenckim. Polegał on na zatrudnianiu stażystów opłacanych przez powiatowe urzędy pracy.



Asystenci i pracownicy biur poselskich zgadzają się na niskie pensje, a nawet na pracę w ramach wolontariatu. Zgadzają się, bo przebywanie blisko posła na Sejm RP zawsze się może opłacić. Chociaż chodzi tu raczej o nawiązanie znajomości, załatwienie jakiejś sprawy, a nie start do dużej kariery. Niektórzy, bez pracy czy na emeryturze, zabijają w ten sposób czas. 



Czy można zrobić dużą polityczną karierę, zaczynając od noszenia papierów za posłem? Można, chociaż takich przypadków nie ma zbyt wiele. PiS-owski minister Michał Kamiński, wcześniejszy poseł z ramienia tej partii, asystował Wiesławowi Chrzanowskiemu w czasach, gdy ten był marszałkiem Sejmu. Dziennikarze wróżyli też karierę Michałowi Toberowi, który zaczynał jako człowiek Leszka Millera. Później było stanowisko rzecznika rządu i wiceministra kultury, ale na tym jak na razie się skończyło. Lewica straciła wpływy, a tym samym kojarzeni z nią politycy nie mają już takiego pola do popisu, jak 10 lat temu. 



Współpracownicy – nie ma się czym chwalić? 


Posłowi nie wolno otwierać biura we własnym domu ani w należącym do niego lokalu. Korzystanie z pomocy członków rodziny również budzi wątpliwości. Takie przypadki media natychmiast biorą na celownik. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, marszałek Sejmu zabronił posłom zatrudnianie w biurach członków bliskiej rodziny. 



Wchodzi natomiast w grę praca u spokrewnionego posła w charakterze asystenta społecznego. Słynny bramkarz, a obecnie poseł PiS Jan Tomaszewski ma ich czterech. Dokładniej – cztery panie. Jedną z nich jest jego córka. Pierwszy czarnoskóry poseł RP John Godson ma dwóch pracowników i pięcioro asystentów.  

Nie wszyscy są gotowi na otwartość w podawaniu nazwisk i liczby „swoich ludzi”. O współpracownikach milczy tajemniczo Antoni Macierewicz. Podobnie tajemniczy jest Jarosław Kaczyński. 



Na stronie internetowej Sejmu RP można znaleźć poselskich współpracowników – jeśli naturalnie sami posłowie zadbali, by ich tam umieścić. Co tam znajdujemy? Bartosz Arłukowicz – brak podanych współpracowników. Arkady Fiedler, syn znanego pisarza – trzech pracowników. Jarosław Gowin – pięciu pracowników, dwóch asystentów społecznych. Jagna Marczułajtis – jeden pracownik. Stefan Niesiołowski – jeden pracownik, jeden asystent społeczny. Joanna Mucha – jeden pracownik i dwóch asystentów. Jednego pracownika ma Janusz Palikot, trzech podaje Waldemar Pawlak. 



Natomiast naprawdę dużym rozmachem wykazał się poselski debiutant, Robert Biedroń z Ruchu Palikota. Otworzył cztery biura, a zatrudnił w nich trzech pracowników i aż dwunastu asystentów! Przeważnie więc posłowie nie ukrywają takich danych. Natomiast o pieniądzach wypłacanych zatrudnianym osobom, nie muszą mówić na oficjalnych forach – więc nie mówią.  
Poselskie (samo)ograniczenia 


Zatrudniać rodzinę – czy to coś złego? Faktem jest, że politycy jak ognia boją się oskarżeń o nepotyzm. W przeszłości zdarzyło się, że taki zarzut doprowadził do wielkiej afery. Siedem lat temu prominentną działaczkę PO Zytę Gilowską „przyłapano” na zatrudnianiu we własnym biurze żony syna. Skończyło się na tym, że Gilowska przeszła z PO do PiS. Od tamtej pory wiadomo, że nepotyzm w tej formie może skończyć się dla członków Platformy usunięciem z partii. 



Ale czy politycy nie przesadzają z ostrożnością? Opinie internautów dowodzą, że byliby skłonni zrozumieć zatrudnienie w biurze poselskim członka rodziny posła. Jeśli dobrze wykonuje swoją pracę – nie ma problemu. Politycy wolą jednak nie ryzykować. 



Wydaje się natomiast, że największy problem z biurami poselskimi leżał, przynajmniej do tej pory, gdzie indziej. Pod koniec ubiegłej kadencji Stowarzyszenie Pro Collegio przeprowadziło monitoring 460 biur poselskich. Okazało się, że nie są one przyjazne dla obywateli. 



Były spore kłopoty z kontaktem telefonicznym, a jeszcze większe – z internetowym. Wielu posłów jeździło gdzieś po świecie, załatwiając swoje sprawy. Trzymanie kontaktu z wyborcami trudno było uznać im za priorytet. Maksymalnie biura mogły otrzymać od monitorujących 40 punktów. Średnia wyniosła zaledwie… 13,5 pkt. Były nawet biura, które otrzymały 0 pkt. – kompletnie niedostępne. 



I inny, nienowy problem. Już w 2008 roku „Polityka” pisała: „Nie wydaje się też, aby posłowie mieli specjalnie profesjonalnych doradców, o czym świadczy poziom ich projektów ustaw, wystąpień i interpelacji”. Czy w tej kadencji w którejś z tych kwestii sytuacja się poprawi?