15 marca 2012

Zarobki w biurach poselskich mizerne

Źródło: wp.pl

Dokładnie 11 650 zł miesięcznie, wolnych od podatku – tyle, zgodnie z ustawą, przysługuje każdemu posłowi na prowadzenie własnego biura. Jeśli się zdecyduje na otwarcie jego filii, ta suma również musi mu wystarczyć. 

2 tys. to górna półka 



Poseł musi zapłacić z tego za czynsz, telefony, ekspertyzy, paliwo, a także opłacić pracowników biura. Dużo to, czy mało? Opinie, przynajmniej w tym ostatnim punkcie, są zgodne: pracującym w biurach się nie przelewa

Rok temu „Rzeczpospolita” podała, że Jarosław Kaczyński przeznaczył na wynagrodzenia swoich pracowników 112 tys. zł w skali roku. Miał ich czterech. Oznacza to, że u byłego premiera pracownik biura poselskiego otrzymywał ok. 2330 zł netto miesięcznie. A Kaczyński należy do najbardziej szczodrych. Z corocznego rozliczenia poselskich wydatków wynikało, że płacił dwa razy lepiej niż przeciętny poseł. 



Co robią pracownicy w biurach? Organizują kalendarz, przygotowują konferencje, debaty i spotkania. Współpracują z różnego typu organizacjami. Do najważniejszych ich zadań należy jednak dbanie o kontakt z wyborcami. Jak to określają przepisy – z interesantami. Widzenia z posłem łakną różni ludzie. Jeden może mieć realny problem, który poseł istotnie jest w stanie rozwiązać. Inny może chcieć tylko się wygadać. Ale są i tacy, którzy zarzucają np. sąsiadom kradzież… powietrza z ogródka, albo oskarżają o spisek z kosmitami. W historii biur poselskich nie zabrakło też, jak wiemy, wydarzeń dramatycznych. 



Kariera możliwa, lecz wątpliwa 


Zgodnie z zarządzeniem marszałka Sejmu z 2001 roku, poseł powinien zatrudniać ludzi w swoim biurze na podstawie umowy o pracę. W praktyce różnie z tym bywa. Zarządzenie to nie ma mocy prawnej, więc z punktu widzenia prawa nic politykom nie grozi. Zatrudniają osoby na umowę zlecenia, o dzieło, korzystają także z usług studentów. 



„Polityka” pisała też o innym stosowanym przez posłów sposobie na oszczędzanie na pracownikach: o stażu absolwenckim. Polegał on na zatrudnianiu stażystów opłacanych przez powiatowe urzędy pracy.



Asystenci i pracownicy biur poselskich zgadzają się na niskie pensje, a nawet na pracę w ramach wolontariatu. Zgadzają się, bo przebywanie blisko posła na Sejm RP zawsze się może opłacić. Chociaż chodzi tu raczej o nawiązanie znajomości, załatwienie jakiejś sprawy, a nie start do dużej kariery. Niektórzy, bez pracy czy na emeryturze, zabijają w ten sposób czas. 



Czy można zrobić dużą polityczną karierę, zaczynając od noszenia papierów za posłem? Można, chociaż takich przypadków nie ma zbyt wiele. PiS-owski minister Michał Kamiński, wcześniejszy poseł z ramienia tej partii, asystował Wiesławowi Chrzanowskiemu w czasach, gdy ten był marszałkiem Sejmu. Dziennikarze wróżyli też karierę Michałowi Toberowi, który zaczynał jako człowiek Leszka Millera. Później było stanowisko rzecznika rządu i wiceministra kultury, ale na tym jak na razie się skończyło. Lewica straciła wpływy, a tym samym kojarzeni z nią politycy nie mają już takiego pola do popisu, jak 10 lat temu. 



Współpracownicy – nie ma się czym chwalić? 


Posłowi nie wolno otwierać biura we własnym domu ani w należącym do niego lokalu. Korzystanie z pomocy członków rodziny również budzi wątpliwości. Takie przypadki media natychmiast biorą na celownik. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, marszałek Sejmu zabronił posłom zatrudnianie w biurach członków bliskiej rodziny. 



Wchodzi natomiast w grę praca u spokrewnionego posła w charakterze asystenta społecznego. Słynny bramkarz, a obecnie poseł PiS Jan Tomaszewski ma ich czterech. Dokładniej – cztery panie. Jedną z nich jest jego córka. Pierwszy czarnoskóry poseł RP John Godson ma dwóch pracowników i pięcioro asystentów.  

Nie wszyscy są gotowi na otwartość w podawaniu nazwisk i liczby „swoich ludzi”. O współpracownikach milczy tajemniczo Antoni Macierewicz. Podobnie tajemniczy jest Jarosław Kaczyński. 



Na stronie internetowej Sejmu RP można znaleźć poselskich współpracowników – jeśli naturalnie sami posłowie zadbali, by ich tam umieścić. Co tam znajdujemy? Bartosz Arłukowicz – brak podanych współpracowników. Arkady Fiedler, syn znanego pisarza – trzech pracowników. Jarosław Gowin – pięciu pracowników, dwóch asystentów społecznych. Jagna Marczułajtis – jeden pracownik. Stefan Niesiołowski – jeden pracownik, jeden asystent społeczny. Joanna Mucha – jeden pracownik i dwóch asystentów. Jednego pracownika ma Janusz Palikot, trzech podaje Waldemar Pawlak. 



Natomiast naprawdę dużym rozmachem wykazał się poselski debiutant, Robert Biedroń z Ruchu Palikota. Otworzył cztery biura, a zatrudnił w nich trzech pracowników i aż dwunastu asystentów! Przeważnie więc posłowie nie ukrywają takich danych. Natomiast o pieniądzach wypłacanych zatrudnianym osobom, nie muszą mówić na oficjalnych forach – więc nie mówią.  
Poselskie (samo)ograniczenia 


Zatrudniać rodzinę – czy to coś złego? Faktem jest, że politycy jak ognia boją się oskarżeń o nepotyzm. W przeszłości zdarzyło się, że taki zarzut doprowadził do wielkiej afery. Siedem lat temu prominentną działaczkę PO Zytę Gilowską „przyłapano” na zatrudnianiu we własnym biurze żony syna. Skończyło się na tym, że Gilowska przeszła z PO do PiS. Od tamtej pory wiadomo, że nepotyzm w tej formie może skończyć się dla członków Platformy usunięciem z partii. 



Ale czy politycy nie przesadzają z ostrożnością? Opinie internautów dowodzą, że byliby skłonni zrozumieć zatrudnienie w biurze poselskim członka rodziny posła. Jeśli dobrze wykonuje swoją pracę – nie ma problemu. Politycy wolą jednak nie ryzykować. 



Wydaje się natomiast, że największy problem z biurami poselskimi leżał, przynajmniej do tej pory, gdzie indziej. Pod koniec ubiegłej kadencji Stowarzyszenie Pro Collegio przeprowadziło monitoring 460 biur poselskich. Okazało się, że nie są one przyjazne dla obywateli. 



Były spore kłopoty z kontaktem telefonicznym, a jeszcze większe – z internetowym. Wielu posłów jeździło gdzieś po świecie, załatwiając swoje sprawy. Trzymanie kontaktu z wyborcami trudno było uznać im za priorytet. Maksymalnie biura mogły otrzymać od monitorujących 40 punktów. Średnia wyniosła zaledwie… 13,5 pkt. Były nawet biura, które otrzymały 0 pkt. – kompletnie niedostępne. 



I inny, nienowy problem. Już w 2008 roku „Polityka” pisała: „Nie wydaje się też, aby posłowie mieli specjalnie profesjonalnych doradców, o czym świadczy poziom ich projektów ustaw, wystąpień i interpelacji”. Czy w tej kadencji w którejś z tych kwestii sytuacja się poprawi? 

14 marca 2012

Skandal! Posłowie dostaną dodatkowe 10 tysięcy!


 Pławią się w luksusie i jeszcze im mało. Polscy parlamentarzyści postanowili przyznać sobie kolejny dodatek, rzędu 10 tysięcy złotych...

Nasi reprezentanci otrzymają każdego miesiąca okrągłą sumkę na opłacenie prawników. Rzekomy cel, jest zaiste szczytny. 

- By prawo było jak najlepszej jakości - tłumaczyła "Faktowi" Ewa Kopacz. 

- Zaproponowałam na posiedzeniu Prezydium Sejmu i Konwentu Seniorów, by przekazać klubom środki na zatrudnienie prawników, którzy będą czuwać na poprawnością projektów, jeszcze przez złożeniem ich. 10 tys. złotych na jeden etat prawniczy. W ramach tego limitu można zatrudnić na część etatu więcej niż jednego prawnika - dodaje marszałek. 

Podejrzany jest podział kasy, bo... niektórzy dostają więcej. 

PO i PiS dostaną po 20 tys., 
Ruch Palikota 15 tys., 
a SLD i PSL po 10 tys. 
- wiadomo są równi i równiejsi. 

Nas nie zaskoczył pomysł, lecz jego uzasadnienie. Okazuje się, że politycy chcą zrobić coś dla nas, a nie np. po to, by obronić się przed ewentualnymi sankcjami karnymi, które czekają ich w razie popełnienia przestępstw. To szczytna idea, spod znaku "by żyło się lepiej". 

Aż lżej się swoje pieniądze oddaje..

13 marca 2012

Kto najszybciej goni Europę? Polska liderem wzrostów? Sprawdziliśmy!

Artykuł z finanse.wp.pl



Kto najszybciej goni Europę? Polska liderem wzrostów? Sprawdziliśmy!

- To czwarty rok wzrostu z rzędu - skomentował premier Donald Tusk najnowsze dane o PKB. - Jesteśmy autentycznym liderem we wzroście gospodarczym w Europie - dodał. 

Sprawdziliśmy, jak w czasie kryzysu poradziły sobie poszczególne kraje UE i które kraje najszybciej goniły unijną czołówkę. Czy rzeczywiście jesteśmy liderem? Do tworzenia rankingu wykorzystaliśmy oficjalne dane Eurostatu o PKB (z uwzględnieniem siły nabywczej) w stosunku do unijnej średniej, która zawsze równa się 100.

Sprawdziliśmy, jak w tym czasie rósł dług publiczny krajów. Czy przypadkiem szybki wzrost nie jest wydmuszką, opartą na coraz większym zadłużeniu danej gospodarki.

Najgorsi: 

5. Luksemburg

Ranking krajów, które najbardziej ucierpiały wskutek kryzysu (czyli ich PKB najbardziej obniżył się w stosunku do średniej unijnej) otwiera europejski prymus - Luksemburg. Choć wciąż poziom PKB jest zdecydowanie najwyższy w całej UE, to w ostatnich latach spadł on o 4 p.p. Luksemburska gospodarka rusza powoli. W III kwartale 2011 r. wzrost rok do roku wyniósł 1,1 proc.


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 271 proc.
2007 r.: 275 proc.
Spadek o 4 proc.
Wzrost w III kwartale 2011 r.: 1,1 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 19,1 proc.
2007 r.: 6,7 proc.
Wzrost zadłużenia o 12,4 p.p. 
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 18,5 proc.

5. ex aequo Wielka Brytania

PKB Wielkiej Brytanii również spadł o 4 p.p. w stosunku do unijnej średniej, lecz nadal należy do jednych z najwyższych w UE. Niepokojący jest szybki wzrost zadłużenia 35,5 p.p. to trzeci najwyższy wynik w całej Unii! A w 2011 roku jego wzrost wcale nie zwolnił!


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010r.: 112 proc.
2007r.: 116 proc.
Spadek o 4 proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 0,8 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 79,9 proc.
2007 r.: 44,4 proc.
Wzrost zadłużenia o 35,5 p.p. 
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 85,2 proc.

4. Hiszpania

Jednym z krajów, które najciężej przechodzą kryzys, jest Hiszpania. Jej PKB jest dziś równe unijnej średniej. A jeszcze w 2007 roku było o 5 p.p. wyższe. Co ciekawe zadłużenie tego kraju wciąż nie przeraża. Niestety gospodarka zwalnia coraz bardziej. W IV kwartale wzrosła tylko o 0,3 proc. Prognozy nie są zbyt optymistyczne, więc już niedługo PKB Hiszpanii będzie niższe niż średnia UE. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 100 proc.
2007 r.: 105 proc.
Spadek o 5 proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 0,3 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 61 proc.
2007 r.: 36,2 proc.
Wzrost zadłużenia o 24,8 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 66 proc.

4. ex aequo Łotwa

Bałtyckie tygrysy przed kryzysem były stawiane za przykład innym krajom UE. Niestety, to tu recesja była najgłębsza. Zadłużenie Łotwy wzrosło z 9 proc. do blisko 45 proc. Ostatni rok to początek naprawy finansów. Rząd twardo redukuje dług, a kraj znów wszedł na ścieżkę wzrostu. I pobił Polskę! Łotwa to jedyny kraj, który w IV kwartale 2011 roku rozwijał się szybciej niż my. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 51 proc.
2007 r.: 56 proc.
Spadek o 5 proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 5,3 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 44,7 proc.
2007 r.: 9 proc.
Wzrost zadłużenia o 35,7 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 44,6 proc.

2. Estonia

Estonia na początku XXI wieku nam odskoczyła, ale w czasie kryzysu jej gospodarka poleciała na łeb na szyję. To w tym kraju w 2008 roku odnotowywaliśmy największe spadki PKB. Jednak rząd szybko się wziął do roboty. Po pierwsze nie dopuścił do rozdmuchania długu. Teraz kraj znów szybko nadrabia straty, a zadłużenie w stosunku do PKB jest najniższe w Europie. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 64 proc.
2007 r.: 70 proc.
Spadek o 6 proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 4 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 6,7 proc.
2007 r.: 3,7 proc.
Wzrost zadłużenia o 3 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011r.: 6,1 proc.

1. Irlandia

Na pierwszym miejscu wśród najgorszych wcale nie jest Grecja. Tam PKB w stosunku do unijnej średniej nie zmienił się! Za to w Irlandii spadek był bardzo odczuwalny. W 2007 roku po latach prosperity nastąpił krach. W ciągu trzech lat PKB ze 148 proc. unijnej średniej spadł do 128 proc. Równie szybko wzrasta poziom długu. W 2007 roku był na niezłym 25-proc. poziomie. Dziś przekroczył 100 proc.! Także pod tym względem zielona wyspa jest niechlubnym liderem. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 128 proc.
2007 r.: 148 proc.
Spadek o 20 proc.
Spadek w III kwartale 2011 r.: 0,2 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 94,9 proc.
2007 r.: 24,9 proc.
Wzrost zadłużenia o 70 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 104,9 proc.

Poza konkurencją: Islandia

Poza Unią są kraje, które również mocno ucierpiały na kryzysie Islandia, gdyby była w Unii, przegrałaby tylko z Irlandią. Upadek tamtejszych banków doprowadził do szybkiego spadku PKB, szczególnie w 2009 roku. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 111 proc.
2007 r.: 121 proc.
Spadek o 10 p.p.

Najlepsi: 

5. ex aequo Rumunia, Bułgaria i Dania

Listę najlepszych państw otwierają ex aequo trzy kraje. Rumunia, Bułgaria i Dania. W czasie kryzysu PKB w stosunku do unijnej średniej wzrósł o 4 punkty procentowe. Dwa najnowsze państwa Unii gonią czołówkę z bardzo niskiego poziomu. W Bułgarii PKB wynosił w 2010 roku 44 proc. unijnej średniej w Rumunii - 46 proc. Oba kraje wciąż utrzymują stabilny wzrost. W IV kwartale PKB wzrosło rok do roku o odpowiednio 1,5 i 2,1 proc.Jeśli chodzi o zadłużenie, to pozytywnym przykładem jest Bułgaria, której w czasie kryzysu udało się zredukować dług publiczny o 0,9 p.p. To najlepszy wynik w UE! Dania i Rumunia pod tym względem prezentują się podobnie. W pierwszym z tych krajów dług wzrósł o 16,2 p.p. do 49,3 proc., w drugim o 18,2 p.p. do 33,3 proc.

4. Słowacja

Słowacja szybko nadrabia dystans do europejskiego peletonu. W 2010 roku jej PKB stanowił 74 proc. unijnego wzrostu gospodarczego. To 6 p.p. więcej niż w 2007 roku. A kraj nie zwalnia, w IV kwartale 2011 roku licząc rok do roku jego PKB wzrósł o 3,3 proc. Zadłużenie wzrosło o 11,4 p.p., ale wciąż pozostaje na niezłym - jak na obecne czasy - poziomie.


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 74 proc.
2007 r.: 68 proc.
Wzrost o 6 punktów proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 3,3 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 41 proc.
2007 r.: 29,6 proc.
Wzrost zadłużenia o 11,4 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 42,2 proc.

2. Malta

Na drugim miejscu ex aequo z innym wyspiarskim krajem znalazła się Malta, która w czasie kryzysu nadrobiła do średniej unijnej 7 p.p. Warto zauważyć, że jeszcze przed wejściem do UE w 2000 roku PKB Malty odpowiadał 85 % unijnej średniej. Przed kryzysem w 2007 roku spadł do 76 proc. Niestety, ten mały wyspiarski kraj, ma coraz większy problem z zadłużeniem. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 83 proc.
2007 r.: 76 proc.
Wzrost o 7 punktów proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 2,4 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 69 proc.
2007 r.: 62,1 proc.
Wzrost zadłużenia o 6,9 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 70,3 proc.

2. Cypr

Cypr przez pierwszą falę kryzysu przeszedł bez większych problemów. Jednak druga fala daje mu się mocniej we znaki. Choć na przestrzeni trzech lat kraj sporo nadrobił do średniej unijnej, to w 2010 roku jego gospodarka się skurczyła. Teraz kraj pogrąża się w recesji. W 2011 roku PKB spadał, a zadłużenie bardzo szybko rosło. Jednak to Cypr wciąż jest krajem, który z nowych państw Unii najszybciej osiągnął poziom średniej UE. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 99 proc.
2007 r.: 92 proc.
Wzrost o 7 punktów proc.
Spadek IV kwartale 2011 r.: 0,5 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 61,5 proc.
2007 r.: 58,8 proc.
Wzrost zadłużenia o 2,7 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011 r.: 67,5 proc.

1. Polska

A krajem, który najszybciej goni europejski peleton, jest... Polska. Jeśli chodzi o wzrost PKB, premier Tusk się nie mylił. W czasie kryzysu najlepiej poradziliśmy sobie ze spowolnieniem gospodarczym. Przynajmniej patrząc na PKB. Dzięki temu prawie osiągnęliśmy poziom Estonii i Węgier. Wyprzedziliśmy Litwę i Łotwę. A poziom zadłużenia? Choć nasz dług jest naprawdę wysoki, to jednak konstytucyjna kotwica działa nieźle. Nasz dług publiczny osiągnął 55 proc. PKB, w ciągu trzech lat wzrósł o 9,9 p.p., ale to i tak jeden z lepszych wyników w UE. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 63 proc.
2007 r.: 54 proc.
Wzrost o 9 punktów proc.
Wzrost w IV kwartale 2011 r.: 4,3 proc.

Dług publiczny jako procent PKB
2010 r.: 54,9 proc.
2007 r.: 45 proc.
Wzrost zadłużenia o 9,9 p.p.
Zadłużenie w III kwartale 2011r.: 56,3 proc.

Poza konkurencją: Szwajcaria

W Europie jest tylko jeden kraj, który dotrzymuje kroku Polsce. To Szwajcaria. Tu też PKB rośnie. 


Poziom PKB w stosunku do średniej UE
2010 r.: 147 proc.
2007 r.: 139 proc.
Wzrost o 8 p.p.

9 marca 2012

Ile płaci premier? Kto dla niego pracuje?

Źródło: wp.pl

Ponad 12,5 tys. złotych dla osoby na stanowisku kierowniczym, a średnio dla pracownika ponad 6,5 tys. Na takie stawki mogą liczyć zatrudnieni w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jej pracownicy mniej lub bardziej bezpośrednio kreują wizerunek polskich służb cywilnych i samego premiera. Czy to duże zarobki za taką odpowiedzialność? 

Ile zarabiają „niewidoczni”? 
 
W skład Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wchodzi Sekretariat KPRM, Centrum Informacyjne Rządu, a także 9 departamentów i 9 biur. Według danych udostępnionych przez szefa KPRM, na początku 2010 roku kancelaria zatrudniała 527 osób. Średnie zarobki, zgodnie z danymi Departamentu Służby Cywilnej KPRM, w 2010 roku wynosiły tam ok. 6,6 tys. zł.

Pensje w KPRM są ustalane na podstawie corocznej ustawy budżetowej. Jak podawał portal wynagrodzenia.pl w czerwcu 2009, osoby zatrudnione na stanowiskach sekretarzy stanu miały pensję w wysokości ok. 10,8 tys. Główni specjaliści zarabiali już znacznie mniej, bo nieco ponad 5 tys. Pensje zwykłych specjalistów kształtowały się na poziomie 3,9 tys. zł. Od 1997 roku, a więc od czasu, gdy premierem był Włodzimierz Cimoszewicz, w obrębie kancelarii działa też Gabinet Polityczny Prezesa Rady Ministrów. Zgodnie z danymi, jakie podał szef kancelarii Tomasz Arabski w kwietniu 2010, członkowie gabinetu średnio zarabiali w 2009 roku ponad 10 tys. zł miesięcznie. 

8 marca 2012

Pani Aleksandra relacjonuje:


Witam wszystkich serdecznie,
Dzisiaj miałam rozprawę w Sądzie Okręgowym w Szczecinie. Wrażenie ogólne bardzo pozytywne, sędzina bardzo miła, wykazująca zrozumienie dla naszego problemu. Do protokołu powtórzyłam tylko o tym, że jestem urzędnikiem państwowym i nie mogę zwolnić się na jeden dzień, powiedziałam również o tym ,że zwolniłam się z dodatkowej pracy na 1/2 etatu żebty móc pobierać emeryturę i w zasadzie zostałam z niczym po zawieszeniu emerytury. Złożyłam też wniosek o odroczenie wyroku do chwili uzyskania wykładni z Trybunału Konstytucyjnego. Pani sędzina była zorientowana w tym, że taki wniosek został już złożony do TK przez senatorów i i przychyliła sie do wniosku o zawieszenie wyroku.
Powiedziała tylko jedną ważną rzecz, a mianowicie, że na zawieszenie wyroku musi się zgodzić jeszcze ZUS. Jezeli ZUS się zgodzi to jest o'key, a jeżeli nie to będę jeszcze miała wezwanie na ogłoszenie wyroku. Ale jak powiedziała ogłoszenie wyroku nie zamyka sprawy, gdyż w każdej chwili można ją wznowić. Jeżeli natomiast ZUS się zgodzi na zawieszenie wyroku to trzeba pamiętać, żeby w przeciągu roku (jeżeli TK jeszcze sprawy nie rozstrzygnie) żeby wznowić postępowanie sądowe, gdyż jeżeli się nie wznowi to następuje wydanie wyroku od którego nie ma już odwołania.
Pozdrawiam
 
i odpowiedź Pani Teresy na list :
 
Też wnioskowałam o zawieszenie sprawy do czasu rozstrzygnięcia przez
TK. Niestety obecny na sprawie przedstawiciel ZUS-u nie zgodził się na
zawieszenie i wyrok został ogłoszony - oddalający mój pozew. Wniosłam
więc o doręczenie wyroku wraz z uzasadnieniem. Prawnik ZUSu twierdzi,
że mają polecenie nie zgadzać się na zawieszenie sprawy. 
Pozdrawiam